Prolog (fragment)

Rok 2345. Ekipa polskich naukowców wysiadła z jeepa i przemierzała szczątki jeszcze 100 lat temu pięknej berlińskiej dzielnicy. Wśród szkieletów ludzi w różnym wieku oraz pozostałości niemieckiej architektury ich oczom ukazało się małe, metalowe, pokryte miejscami rdzą niegdyś białe pudełko. Było wielkości pudełka po butach noszonych jeszcze w XXI wieku [...].

[...]



 - A masz, ale wątpię, byś rozwalił stalową kłódkę – odpowiedział z pogardą Franciszek podając pudełko. Zadowolony Tomek zaczął mocować się z kłódką, lecz na próżno. Pojemniczek wyrwał mu jeszcze młodszy, a wyższy Roman i uderzał w pudełko z całej siły.
- Gościu, a nie przyszło ci do głowy, żeby klucza poszukać? – zaśmiał się szyderczo najmłodszy, najniższy i najbardziej wątły Mścisław.
- A twojej matce nie przyszło do głowy, aby dać ci normalne imię? – fuknął Tomek.
- Powiedział koleś, co chce rozwalić stalową kłódkę gołymi rękoma – prychnął w odpowiedzi chudy chłopak. Gdy Roman już szedł go uderzyć, stanął między nimi najstarszy.

- Uspokójcie się, Mysz ma rację, chodźmy szukać – rzekł wyraźnie akcentując każde słowo. Oczywiście to Mścisława zwano Myszą, ze względu na drobną budowę. Jak powiedział, tak zrobili. Przeszukali całą dzielnicę i zwiedzali kolejne. Gdy wieczorne słońce zaczęło się chować, ustępując miejsca księżycowi, zebrali się w tym samym miejscu. Pokazali puste ręce. Klucz bez wątpienia był poza Berlinem. Wsiedli więc do jeepa, z którego uprzednio wysiedli i odjechali. [...]