[...]
- A masz, ale wątpię, byś rozwalił stalową kłódkę –
odpowiedział z pogardą Franciszek podając pudełko. Zadowolony Tomek zaczął
mocować się z kłódką, lecz na próżno. Pojemniczek wyrwał mu jeszcze młodszy, a
wyższy Roman i uderzał w pudełko z całej siły.
- Gościu, a nie przyszło ci do głowy, żeby klucza
poszukać? – zaśmiał się szyderczo najmłodszy, najniższy i najbardziej wątły Mścisław.
- A twojej matce nie przyszło do głowy, aby dać ci
normalne imię? – fuknął Tomek.
- Powiedział koleś, co chce rozwalić stalową kłódkę
gołymi rękoma – prychnął w odpowiedzi chudy chłopak. Gdy Roman już szedł go
uderzyć, stanął między nimi najstarszy.
- Uspokójcie się, Mysz ma rację, chodźmy szukać –
rzekł wyraźnie akcentując każde słowo. Oczywiście to Mścisława zwano Myszą, ze
względu na drobną budowę. Jak powiedział, tak zrobili. Przeszukali całą
dzielnicę i zwiedzali kolejne. Gdy wieczorne słońce zaczęło się chować,
ustępując miejsca księżycowi, zebrali się w tym samym miejscu. Pokazali puste
ręce. Klucz bez wątpienia był poza Berlinem. Wsiedli więc do jeepa, z którego
uprzednio wysiedli i odjechali. [...]